Zuzia miała chorobę nowotworową, od 7 września
walczyliśmy.
Nie dawała po sobie poznać choroby, ślicznie wyglądała, bardzo dobrze
znosiła chemię,przez łzy żartowałam, że pomylono jej wyniki.Przecież
nigdy nie miała nawet kataru. Wierzyłam, że damy radę jeszcze długo...
Do końca była moim najcudowniejszym, najukochańszym słońcem. Załamanie
przyszło tydzień temu. Stąd moja nagła decyzja o pozostawieniu wnusia w
domu.
Choć cząstka Zuzanki jest we Frankidogach, najwięcej noszę w
sercu i przed oczami. |